Wspomnienia i obserwacje uczestników wizyty studyjnej w Uzbekistanie
Na marginesie naszego pobytu w ramach projektu „Nie tylko Chopin….” programu Promocja Języka Polskiego NAWA Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej w Uzbekistanie: wspomnienia studentów i pracowników Instytutu Studiów Interkulturowych Europy Środkowo-Wschodniej.
Taszkent zachwyca swoją różnorodnością. To miasto, w którym stare, sowieckie i nowoczesno-jaskrawo współczesne nieustannie się ze sobą spotykają. I warto dodać: sowieckie Taszkentu nie jest po prostu „sowieckie”, jest uzbecko-sowieckie, przefiltrowane przez lokalną kulturę, tradycje, klimat i sposób organizowania przestrzeni.
Jeden z naszych „polskich” spacerów po mieście objął dodatkowo specyfikę lokalną. Jako kulturoznawcy nie mogliśmy sobie tego odmówić.
Taszkent zasłynął specyficznym typem architektury, nazwanym sejsmicznym modernizmem. Po katastrofalnym trzęsieniu ziemi w 1966 roku, które zniszczyło niemal całkowicie (staro)dawne miasto, Taszkent stał się ogromnym placem budowy, przy czym odbudowa nosiła piętno traumy tragedii. Architekci, rzecz jasna w ramach dominującego wówczas w ZSRS nurtu sowieckiego modernizmu, musieli uwzględnić zarówno zagrożenie sejsmiczne, jak i lokalne warunki klimatyczne. Poszło jednak dalej i uwzględnili dodatkowo hojnie miejscową kulturę. Powstała z tej mieszanki specyficzna odmiana modernizmu — monumentalna, funkcjonalna, ale jednocześnie silnie związana z miejscem.
Jednym z najbardziej fascynujących motywów tego okresu jest koncepcja domu „żemczuga” (perły). Zamiast traktować mieszkanie wyłącznie jako powtarzalną jednostkę wielkiego osiedla, projektowano je jako część większej, organicznej struktury, niczym perłę umieszczoną w większej kompozycji.
Budynek, choć pogardliwie czasem nazywany „kukurydzą” (bo z zewnątrz przypomina bardziej kolbę kukurydzy niż muszlę skrywającą perły), jest faktycznie bardzo interesujący: odwzorowuje tradycyjne uzbeckie mahalla – budynki rodzinne z wielkimi dziedzińcami po środku, które tętniły życiem rodzinnym. Na nich odbywały się wesela, urodziny, centralnym punktem których był płow / pilaw, gotowany przez mężczyzn od wczesnych godzin porannych. Sagan z potrawą musiał wystarczyć dla 100–300 osób podczas trwających cały dzień świąt.
To niesamowite, że Ofelia Ajdinowa, autorka projektu budynku, uwzględniła te potrzeby w projekcie budynku w okresie, gdy w Polsce powstawały kolejne 30–40-metrowe M-ileś.
Na co trzecim piętrze budynku zbudowanego w latach 1975–1985 znajduje się wspólne „patio”, na którym do dziś słychać gwar bawiących się dzieci, a do niedawna odbywały się tradycyjne imprezy. Wyobrażacie sobie wesele w bloku na 200 osób? To się działo.
Pani Saodat w ten sposób wyprawiała na nową drogę życia pięcioro swoich dzieci!
Pani Tamara, podczas krótkiego rekonesansu antropologicznego, którego nie mogliśmy sobie odmówić, żaliła nam się, że teraz młodzi wybierają restauracje, światła, fajerwerki, tradycja odchodzi. Czy rzeczywiście?
Inną perłą sejsmicznego modernizmu jest Muzeum Historii Uzbekistanu. Zamiast ciężkiej, zamkniętej monumentalności typowej dla wcześniejszej architektury stalinowskiej jest to kompozycja oparta na rytmie, powtarzalności i wyraźnie zaznaczonych elementach konstrukcyjnych, przypominających nieco uzbecką parandżę (ubiór kobiet).
Innym znakomitym przykładem jest budynek wystawowy Akademii Sztuk Pięknych Uzbekistanu. Jego architektura również pokazuje, jak twórczo można było wykorzystać modernistyczny język konstrukcji, zamiast ograniczać się do kopiowania uniwersalnych sowieckich wzorców. Monumentalna, rytmiczna forma budynku, mocne przesłony i głębokie podcienia nie są wyłącznie dekoracją, odpowiadają także na intensywne słońce i klimat Taszkentu, tworząc przestrzeń pośrednią między wnętrzem a zewnętrzem. Geometryczny rytm elewacji i sposób operowania światłem przywołują przy tym skojarzenia z tradycyjną architekturą Azji Środkowej.
Nie dziwi, że wszystkie te budynki zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

fot. własna, ISIEŚW























